Odkąd szef Marcin ze swoją ekipą stracili lokal przy Przeskok, kiedy to siły Zła postanowiły zburzyć historyczny pawilon, pozostawał nam jedynie ich firmowy foodtruck na imprezach i cierpliwe czekanie na nową odsłonę restauracji. Doczekaliśmy się jej w kwietniu i trochę na przekór innym gurmandzistom, postanowiliśmy wstrzymać z recenzjami i dać okrzepnąć kuchni i nowemu konceptowi. Łatwo jest krytykować lokal za wpadki na początku działalności, trudniej – obserwować postęp i cierpliwe wsłuchiwanie się w uwagi klientów. Ponieważ w pierwszej kolejności jestem zwykłym zjadaczem burgerów a dopiero w drugiej – recenzentem, postanowiłem dość rzetelnie potraktować zadanie oceny tutejszej kuchni.
Moje odkrycie – sandwicze (obecnie chwilowo niedostępne w menu). Przyznam, że nie zawsze mam teraz ochotę na burgera i właśnie to danie wytypowałem jako zwyczajowy ersatz. Świetnie zgrillowany kurczak z plastrem sera mimolette, duża porcja, i tak jak lubię – bez przesady warzyw. Oczywiście jest cebula, pomidor, ogórek ale zdecydowanie to mięso rządzi w tej kanapce. Mocno wysmażony boczek uzupełnia smak a salsa i zestaw frytek powodują, że po takim posiłku wychodzę porządnie najedzony.
Caesar salad – to inna wariacja z kurczakiem, której smak zaczyna się od znanego sosu, potem do głosu dochodzi sałata rzymska i drobno starty parmezan, później dołączają pomidorki koktajlowe, cebula i oczywiście anchovis. Chrupiące grzanki z bułki burgerowej, porządnie potraktowanej klarowanym masłem, uzupełniają tę kompozycję wraz z ziołami, których kucharz również nie żałuje. Jak dla mnie bardzo ciekawa wersja – bardziej amerykańska niż pierwotna wersja Cardiniego, ale smaczna i pozostawiająca kubki smakowe w idealnym stanie.
Sałata steakowa – kolejne znakomite danie dla faceta. Porządny kawał rostbefu, wysmażony na grillu wedle życzenia wcześniej w dużym kawałku w marynacie pieprzowej a następnie podawany na zimno (aktualizacja z 11.06), wielkość zdecydowanie lunchowa, pozostawiająca jeszcze miejsce na deser, stejk podawany na świeżych pomidorach i niewielkiej ilości cebuli. Sałaty rzymska i rucola z gorgonzolą i prażonymi orzechami włoskimi (pycha!), lekko potraktowane z wierzchu sezamem – kurczę, niby proste składniki a w takim zestawie naprawdę świetne. I ta lekko skarmelizowana limonka, której sos uzupełnia całość. I niech się to nawet nazywa sałatką – balans mięsa i tak jest na duży plus i żadna sałatkowa anoreksja nam w tym wypadku nie grozi 🙂
Więcej przeczytasz na Street Food Polska.






Jeden komentarz do “Cheeseburger Slow Food Diners, czyli kolejna udana reaktywacja”