W weekend cała Warszawa jadła pod Narodowym. Kolejki były dłuższe niż po śledzie na Terespolskiej i to przy ogromnej liczbie karmiących samochodów. Dobrze to wróży na nowy sezon i fajnie, że pojawiają się smaczne nowości, ale niektórzy szamochodziarze muszą zdecydowanie popracować nad szybkością wydawania swoich dań.
Tom yum… Jeszcze nie rozpaliły się grille w food truckach a już po okolicy roznosił sie zapach orientalnych przypraw a otwarta burta zapraszała do odwiedzin w Przystanku Sushi. Chłopaków znałem już z Targu Śniadaniowego i bardzo podchodziła mi ich sprawność kręcenia rolek, więc z ochotą ustawiłem się by spróbować zachwalanej przez nich debiutanckiej zupy.
Ostrość przełamana smakiem mleczka kokosowego (ortodoksi go nie uznają, ale ja uwielbiam). Obłędny zapach. A w środku kawałeczki mięciutkiego kalmara, grzybki shitake i oczywiście doskonale ugotowane krewetki. Wszystko prawie rozpływające się w ustach, ale nie rozgotowane. Dodatek ryżu powoduje, że za 12 złotych otrzymujemy jeden z najlepszych eintopfów jakie jadłem w warszawskich food truckach. Moja od dziś obowiązkowa pozycja podobnie jak wege curry od Pot Spota.
Schowany w rogu placu Italian Food Truck kusił i kusił. W końcu skusił. I to jak skusił. Wielkie pudełko (16 złotych) po brzegi wypełnione solidną porcją penne dokładnie sklejonego aż czterema pysznymi serami. Saint Agur znam z burgerów American Food Truck (zaprzyjaźnionej marki Włochów) ale prawdziwy Parmigiano Regano i Le Rustique to była naprawdę serowa uczta. Smaki przeplatały się przez całe danie i doskonale uzupełniały a zapach wręcz oszałamiał. Na pewno skuszę się jeszcze nie raz a już na pewno na ich popisowy makaron ze szpinakiem, który się niestety bardzo szybko skońćzył.
Obaj debiutanci – rewelacja.

Jeden komentarz do “Żarcie Narodowe – weekendowe nowości”