Tak, to niestety koniec. Z rynku warszawskiego street foodu znika jeden z najciekawszych food trucków – Car City Burger. W piątek 30. stycznia ostatni raz karmili nas swoimi burgerami. Co będzie dalej? Z niecierpliwością czekamy na jakieś informacje a tymczasem po raz ostatni recenzujemy ich dzieło… W mojej głowie tylko dwa (no, może trzy) smaki burgerów zawsze były rozpoznawalne i warte umieszczenia w polskim Sevres. Pierwszy to wystawana w półtoragodzinnych kolejkach i do dziś niezmienna w smaku kanapka z Burger Baru, drugi – to burger do dziś serwowany przez Cheeseburger Slow Food Truck. O trzecim dziś nie napiszę, bo nie o niego chodzi w tym artykule.
Dlaczego właśnie te? Dlatego, że są rozpoznawalne na tle masy innych burgerowni powstających masowo w naszym kraju. Mało komu udało się opanować do perfekcji przyprawianie mięsa tak, jak robią to wyżej wymienieni weterani. Ich smak jestem w stanie odróżnić w środku nocy i to bez dodatków, które oczywiście u większości street foodziarzy są pyszne i świetnie uzupełniają mięso (autorskie sosy, bułki z konkretnych piekarni, wymyślne sery i sałaty).
Aż do czasu, gdy na rynek wszedł Car City Burger.
Na początku podchodziłem do nich jak do jeża a zdobywane przez nich nagrody tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że hipsterka wzięła się za ocenianie jedzenia w swoich śmiesznych magazynach. Ale potem zjadłem raz, zjadłem drugi i musiałem przyznać – jest ktoś, kto rozumie o co naprawdę chodzi w tym biznesie. Testowałem ich dyskretnie, bez recenzowania ale za każdym razem dawany mi do spróbowania burger był doskonały a smak mięsa – rozpoznawalny.
W piątek również dostałem cudo. Burgera faszerowanego serem pleśniowym i suszonymi pomidorami (20 złotych). Do tej pory tylko jeden raz i tylko przez tydzień był dostępny podobny przekładaniec, ale to było dawno dawno temu – zanim runął pawilon przy Przeskok 🙂
W towarzystwie kilku ogromnych plastrów bekonu i masy dodatków w tym świetnego własnego sosu spowodował powrót tych wszystkich wspomnień, o których się wam tutaj rozpisuję i niech pozostanie requiem dla działalności ekipy Car City.
Trzeba wierzyć w reaktywację lub zmartwychwstanie. Ja wierzę.
EDIT: A jak się czegoś bardzo pragnie…
