Sianowna ferajna teraz uważnie kmini bo „Szerdelek po warsiasku” na stół się pcha a jest to kiełbasa prima sort – żadne barachło! Przede wszystkiem boska kruchość! Tak, ta kiełbaska to cymes – marzenie każdego zapoznanego rzeźnika, co nie tylko wepchnie we flaka ale i dymem okadzić umi. Skórka zatem skrywa aromatyczne, dobrze zmielone a przy tym łatwo kąśliwe mięsko – solidna porcja do wtranżolenia. Ale, ale na sam pierw powinna iść recenzyja buły, bo ta jest mientka, a jej podstawowa rola zachowana – trzyma wszystko w ryzach i nic wypaść z niej nie może.
No to idźmy ferajna dalej: kruchutka cebulka pokrojona w kostkę i marynowana papryka pepperoni – z dalekich krajów przywieziona co by odrobiny orientu potrawie dodać.
Fason trzyma ogóreczek typu korniszon któren miglance skitrali pod chrzanowym sosem bo szerdelek charakterny musowo być musi. Ale jak ktoś sobie życzy to oczywiście sianowna obsługa śliwkową słodycz do szamy wtryni.
Serwus!

P.S. A o polykach inną razą 😉

