Biednie, Lepko, Twardo a flatbreads…

… niejadalne. Nie rozumiem, jak można nazwać lokal „BLT&Flatbreads” a następnie podawać w nim tak koszmarne podpłomyki, że nie da się ich pokroić nożem ani zjeść bez posiadania szczęki terminatora. Jako, że nie dopisali mi goszczący we Wrocławiu kulinarni gurmandziści z miasta o domu ze szpicem, postanowiłem jednak sam zmierzyć się z tutejszą kuchnią. Pewnie coś przeczuwali. Ale dzielnie stawiłem czoła wyzwaniu. Czytaj dalej Biednie, Lepko, Twardo a flatbreads… →

Socjalnie i miło…

Szeroki uśmiech kucharza powitał dziś naszą gromadkę (ja plus dwie niepełnoletnie) w Socjalu przy Foksal. Pierwszy rzut oka na menu i… nie ma nic, na co dzieciaki chciałyby się zdecydować. Starsza córka podeszła do kucharza i zapytała czy zrobiłby jej sałatkę. Ale koniecznie z serem feta i oliwkami. No problem. I jeszcze z kurczakiem. No problem. Młodsza poprosiła o pizzę – margeritę – bo tylko takie jada. No problem. Ale z szynką. No problem. Zadowolony z takiego obrotu spraw usiadłem i odpowiedziałem miłej kelnerce, że na razie nic nie zamawiam, bo chyba się pożywię z okruszków. Czytaj dalej Socjalnie i miło… →

Festiwal burgerów – wrocławska porażka

Korzystając z wolnej chwili wpadłem przetestować burgery (29 złotych) w ramach Festiwalu Burgerów we wrocławskim The Winners Pub. Jednak za zabicie smaku mięsa obłędnie czosnkowym sosem, po którym wszystkie tutejsze upiory omijały mnie na kilometr, osikowy kołek należy się w pierwszej kolejności kucharzowi. 🙁 Czytaj dalej Festiwal burgerów – wrocławska porażka →

Uzależnienie trwa – Pasja Smaku

Pisać o Pasji po moich znajomych gurmandzistach bywałych w świecie i w Koluszkach trochę nie wypada. Ale muszę.

Nazywam się Andrzej i jestem uzależniony. Od bitek wołowych i gulaszu. Od szczawiowej i żurku. Od schabowego i roladek. Od kiełbasy białej i kiełbasy firmowej. Od serdelków i tatara. Od barszczu i gulaszowej. I od ogórków. I od zmrożonej… wróć. Od tego ostatniego nie (bo ostatnio zdarza mi się wpadać wyłącznie w porze lunchu poirytowany korkami w pobliskiej Alei Prymasa), ale idealnie schłodzona Żytnia podana w _tym_ miejscu do _takich_ potraw jest naprawdę idealnym dodatkiem. Czytaj dalej Uzależnienie trwa – Pasja Smaku →

Czy podać coś zanim podam rachunek?

Tradycyjną poznańską gościnnością, i to już na wstępie naszej bytności, powitał nas uroczy kelner o wyglądzie nieogolonego amanta filmowego. Co prawda nie do końca nas, a tylko stolik obok, ale od razu zrozumieliśmy, że tu żartów nie będzie :-).

Na początek trochę historii. Co się robi, gdy nie ma się ochoty na przedłużanie franczyzy ze znaną siecią (ach to wszędobylskie logo z odłupanym nosem)? Otwiera się to samo i odradza niczym Fenix z popiołów. Z prawie wierną kopią menu i… czymś little extra. Czytaj dalej Czy podać coś zanim podam rachunek? →

Kulinarny subiektywizm polany ciężkim dowcipem i doprawiony nutą sarkazmu