Fani kuchni tybetańskiej w końcu doczekali się. W sobotę 28 listopada w pawilonach przy Wałbrzyskiej 42 ruszył pierwszy stacjonarny lokal „Momo Smak” w Warszawie. Zakochani w pierożkach mogli znów poczuć atmosferę kolejek do food trucka, bo już po niecałej godzinie od otwarcia mały lokal był pełen stałych klientów. A zatem i teraz wcale łatwo nie będzie. Do standardowego street foodowego menu ekipa Momo dodała kilka nowych pozycji. Pierożki momo są teraz wyrabiane na miejscu pod okiem Dorjje’go (tybetańskiego kucharza-uchodźcy). Ciasto jest świeże, sprężyste i jeszcze lepsze niż serwowane dotychczas.
Porcja dziesięciu sztuk to 15 złotych. W cieście ryżowym – 16. Menu powiększyło znacząco swoją objętość.
Dorjje postarał się, by trafiło do każdego 😉
Pojawiły się długo oczekiwane zupy. Spróbowaliśmy tenthuk z wieprzowiną (12 złotych).
Ostra, esencjonalna (podążająca smakiem w stronę ramenu), napakowana mnóstwem dodatków.
W końcowej fazie przygotowywania dodawany jest do niej szarpany przez kucharza makaron. Dzięki temu wszystkie składniki są ugotowane idealnie w punkt i miło, delikatnie chrupią pod językiem.
Spragnieni nowości zamawiamy bok-choi z kurczakiem (20 złotych) i znów po kilku minutach ląduje przed nami ogromna porcja prostego i lekko podostrzonego dania uzupełnionego o ryż jaśminowy. Tytułowa kapusta świetnie doprawiona i chrupiąca.
Ledwo dajemy radę. Porcja jest naprawdę sycąca i z pewnością będzie kolejnym hitem Momo.
Po takiej ilości smaków zostaje nam jedynie miejsce na zieloną herbatę serwowaną w pięknych porcelanowych kubkach i parzoną w dzbanku. Wybieramy oczywiście Rozkwitający Kwiat (12 złotych). Dziwna nazwa, prawda?
… by po kilku chwilach przeistoczyć się w… No właśnie.
Jej smak jest równe oryginalny i niepodobny do innych zielonych herbat serwowanych z gotowych mieszanek. Idealne podsumowanie wizyty.

