… toby pewnie powiedziały, co sądzą o dodatkach serwowanych w ich towarzystwie w nowym food trucku krążącym po Warszawie. Ale od początku. Wypatrzyliśmy ich na Żarciu na Kółkach pod Pałacem Kultury, gdzie zadebiutowali z nowym konceptem rybnego street foodu. Dość odważnie w kraju, w którym rybę jada się głównie w wakacyjnych smażalniach – oczywiście wcześniej mrożoną i ociekającą starym tłuszczem, zawsze w towarzystwie nieśmiertelnej sałatki z kapusty. Koncept świetny ale w naszej opinii raczej niszowy i jego sukces zależy w największym stopniu od jakości ryby oraz pozostałych składników.
W menu tylko dwie pozycje – fish&chips oraz rybne burgery w kilku wariacjach. Początek niezły. Ryby wyłącznie świeże i nie mrożone. Zapowiada się dobrze.
Właściciele Feak Fish stawiają na trzy ryby: dorsza, suma oraz tuńczyka. Wybraliśmy do testów najdroższą pozycję i poprosiliśmy o mocne jej wysmażenie – guacaburger z tuńczykiem za 26 złotych. Oczekiwanie na podanie spędzaliśmy obserwując przygotowanie samochodu i jego wnętrza. Niestety podobnie jak inni debiuanci także FF postawił na marne oznakowanie swojego punktu. W przypadku kolejki raczej nikt nie rozpozna marki z większej odległości Również rozwiązania wewnątrz w postaci jednej małej patelni i małego tostera rodem z CPN-u nie gwarantują szybszej obsługi przy większej ilości zamówień. Ale takie grzechy młodości wybaczamy i ekipa z pewnością dopracuje swój warsztat.
Po kilku minutach oczekiwania dostajemy zapakowanego w papier burgera. Pierwsze wrażenie dobre, choć od razu niestety rzuca się w oczy bułka – z ciemnego pieczywa, marna i krusząca się.
Mięso zgrillowane mocno (well done) – według zamówienia. Widać że stek świeżutki, z wierzchu mocno przypieczony, wewnątrz soczysty i łamliwy, rozpływający się w ustach.
No i dochodzimy do największej wpadki, czyli dodatków. Sos guacamole, który w ogóle nie ma kontaktu z mięsem natomiast w całości miesza się ze smakiem bułki, fatalny pomidor, cukinia, która w zestawieniu z niezbyt mocno przyprawionym kawałkiem tuńczyka jeszcze dodatkowo rozmywa jego smak powodują, że kanapka SOLO za 26 złotych naprawdę wymaga sporych poprawek. Jakość przy tak wysokiej cenie dania zdecydowanie odstaje od średniej warszawskiej.
Dziwi, że po innych recenzjach z dużej imprezy nie wyciągnięto wniosków i albo nie obniżono ceny, albo nie zmieniono koncepcji dania. Gdybym był debiutantem, nie czekałbym ani chwili. Konkurencja jest dość mocna a klient pamiętliwy 😉 I naprawdę nie ma znaczenia, że piękne obrazki z wydrukowanymi na sztywno składnikami kuszą na burcie trucka. Eksperymentowanie w celu znalezienia optymalnego i wyrazistego smaku dania jest tutaj bardzo wskazane. Czasem nawet zmiana kolejności ułożenia składników wiele zmienia w odbiorze. A może warto pomyśleć o potraktowaniu bułki klarowanym masłem przed włożeniem jej na grilla? Albo zmianie źródła jej pochodzenia?
🙂



