To były pierwsze słowa Egona, który jako jeden z pierwszych odwiedził otwarty w Warszawie sieciowy lokal pod nazwą „Ojczysta czysta” przy Krakowskim Przedmieściu. Nie pamiętał zbyt wielu szczegółów ze swojej wizyty, ale jedno utkwiło mu mocno – ceny alkoholu. Otóż okazuje się, że serwowane tu shoty są najtańsze w tej części galaktyki a ich cena to jedynie 3 złote za kieliszek. Co prawda kieliszki są nieco mniejsze niż te od Romana czy z Pijalni, ale tak to bywa kiedy za siecią stoi jeden ze znaczących producentów alkoholu z Wrocławia. Jak się okazuje, były to słowa prorocze. Zarówno dla nas jak i dla obsługi 🙂
Dla nas, bo żeby powstała w końcu recenzja, trzeba było odbyć aż cztery wizyty w różnym składzie (na szczęście z Żorżem za pierwszym razem zrobiliśmy większość zdjęć potraw) a nawet teraz pojawiają się lekkie luki w pamięci. Dla obsługi – bo to, co serwują, to nie jest niestety mistrzostwo świata a sama atmosfera w lokalu i podejście do pracy odstaje tak od podobnych miejsc, że aż jestem w szoku.
Nasza prośba o sprzątnięcie brudnego i lepiącego się od rudej wódy stolika została z założenia zignorowana. Dopiero po namowie i informacji, że my raczej też jesteśmy z branży a niektórzy z nas prowadzą biznes gastro, pojawił się płyn do okien i papierowa serwetka. Kolejne zdziwienie wzbudził zupełny brak ochrony w takim miejscu oraz nie zamykające się drzwi wejściowe. Jak dla mnie ten lokal po prostu nie ma menadżera. Porównywanie go do Przekąsek u Romana nie ma najmniejszego sensu, skupmy się więc może na tym, po co przyszliśmy, czyli alkoholu i zakąskach.
Po kilku zimnych przeciągach i wysłuchaniu takiej samej ilości przebojów na Viva TV przystąpiliśmy do konsumpcji pierwszego zestawu. Zestawu?
Zestawu. No dobra, nie tylko zestawu.
Zestaw składa się z butelki wódki, litrowej popitki do wyboru i niewielkiego czekadełka, którego zawartość gdzieś się nam zawieruszyła. Ale zamiast niej zaprezentujemy witrynę 🙂
Pora na moją ocenę zakąsek (każda po 8 złotych).
Tatar – niezły, bez zarzutu. Klasyczne dodatki i kajzerka z pieczywa głęboko mrożonego a więc napakowana polepszaczami, ale przynajmniej świeża. Plus za masło, bowiem podanie pieczywa bez masła dyskwalifikuje w moich oczach każdy lokal.
Kiełbaski ojczyste – mocno nierówne. Wśród czterech króciutkich kiełbasek dwie to normalnie zmielone o wyglądzie parówek a dwie wzorowane na białych. Niestety te drugie dostaliśmy niejadalne i pozbawione jakiegokolwiek smaku.
Śledź po polsku. Dwa małe kawałki śledzia to jedynie ich namiastka i w zestawieniu z innymi knajpami wręcz obraza dla podniebienia i portfela. Smaczny, ale gdyby choć pokusić się o inny olej…
Tradycyjna sałatka jarzynowa – jabłko, jarzyny i majonez. Danie dobre także dla nie jedzących mięsa. W porządku.
Ewidentnie kuchnia w tym lokalu jest jedynie koniecznym i narzuconym dodatkiem do alkoholu. Żurek z kawałkami parówek, barszcz czerwony nie posiadający ani jednego oczka tłuszczu czy ostra jak brzytwa zupa pomidorowa (której osobistym wrogiem jest nie tylko Maciek Nowak, ale od teraz także ja) to przykłady doskonale ilustrujące tę tezę.
Pomidorowej nie ratuje nawet wiśniówka, która jest dodawana do zupy.
Flaków nie jadłem, ale moi współtowarzysze niedoli twierdzą, że również przesolone i niesmaczne.
Żeberka to również odgrzewane wcześniej upieczone, suche kawałki, kiepsko odchodzące od kości, polane kiepskim sosem. Nieporozumienie. To danie restauracyjne zupełnie nie pasujące do bistro czy baru, choćby ze względu na konieczność przygotowania go od podstaw.
Nie mogę zrozumieć, czym kierują się właściciele tego miejsca, by tak źle traktować klientów spragnionych oprócz alkoholu także podstawowych przekąsek.
Z poprzednich wizyt z Żorżem i Bratem Jarosławem pamiętamy jeszcze coś, co powinno nazywać się gzikiem a w tutejszym wydaniu jest „krajowymi ziemniakami z okrasą i twarożkiem” a w rzeczywistości przegotowanymi kartoflami z niejadalnym chemicznym twarogiem.
Podsumowując – trzy dania jadalne, reszta do zasadniczej poprawy lub zmiany. Wizyta u konkurencji – obowiązkowa, by nauczyć się podstaw szybkich dań.
Pozostaje naprawdę napić się wódki i uciekać jak najdalej z tego dziwnego przybytku.
Albo potraktować go jak sklep monopolowy z niezłymi cenami.
PS. Szersza recenzja ukazała się także na Street Food Polska.



ale woda po taniosci 😉
Nigdy nie wszedłem, bo skoro juz tam jestem mogę zajrzeć do Warszawiaka. Jedzenie znośne, ceny wyższe nieznacnzie.