Są związani z muzyką i kochają gotować. Dawno nie widzieliśmy tak zaangażowanego teamu, który mnóstwo serca wkłada w przygotowywanie każdego z dań. W wolnych chwilach, kiedy nie smażą burgerów, śpiewają w telewizji albo prowadzą karaoke w Zielonej Gęsi. Kto? Chłopaki z Hamburgera z Karaibów w Warszawie z ulicy Puławskiej 140. Dima ma właśnie za sobą udział w najnowszej edycji „Must Be The Music„, w której dotarł do półfinału. Czy gotuje tak jak śpiewa?
Tak to wygląda w teorii 🙂 i przy kamerach. A na żywo? Chyba jednak nie jest najgorzej.
Na początek klasyczny philly cheese steak (19 złotych), czyli cieniutkie plastry sezonowanej wołowiny grillowane z mimolette, cebulą i ostrymi papryczkami jalapeno – tu w wersji medium, choć jak wiecie ja preferowałbym well done z elementami węgla. W smaku świetne. Połączenie z podłużną porządnie upieczoną bułką nie wymaga żadnych innych dodatków, no może odrobiny firmowego sosu. Mogłoby wyglądać tak jak na zdjęciu promocyjnym lokalu ale i tak nie ma bunkrów 😉
Co do menu to naprawdę jest w czym wybierać. Burgery mają tu dwa rozmiary – 115 gram lub 200 gram.
A oferta sezonowa z takimi hitami jak: Pieprzona Pieczara, Kaprys Króla czy Koziołek Matołek świadczy o ciągłym poszukiwaniu nowych smaków.
Spróbujmy zatem jednej z nowości – Burgera Gurmańskiego (28 złotych) z dwoma rodzajami sera (wędzonym i kozim), bekonem i domowo przyrządzaną plejskavicą (200 g.). I frytki do tego 🙂
Mięso świetnie przyprawione, doskonale sklejone serami z solidną porcją warzyw i autorskiego sosu, zwieńczone bułką, która mimo wielkiej ilości dodatków dobrze sobie radzi i do końca utrzymuje całość na miejscu. Można wybierać spośród bułek ciemnych i jasnych, oba rodzaje są odpowiedniej wielkości i obejmują składniki wewnątrz nie tworząc niepotrzebnych piramidek.
Chwila na temat frytek – nie są może wybitne, ale smażone zawsze w świeżym oleju. Od niedawna trwają próby z podwójnym smażeniem, co znakomicie podniosłoby ich walor smakowy. Trzymamy kciuki.
W kuchni nie ma pośpiechu, panuje wyjątkowy porządek, grill jest czyszczony po każdym smażeniu – takie podejście lubimy i choćbyśmy mieli poczekać dłużej na kanapkę to zdecydowanie polecamy innym burgerowniom podobną dbałość o zaplecze.
Rzucamy okiem dalej w poszukiwaniu oferty dla wegetarian. Wybór jest niezbyt duży, ale załoga chętnie proponuje coś od siebie lub wysłucha preferencji gościa.
Ja stawiam na ulubione philly, ale bez mięsa za to z pieczarkami i solidną porcją cebuli. Problem? Żaden problem. Efekt?
Jak widać nawet ser został dla mnie dobrany specjalnie, bo według Dimmy lepiej komponuje się smakowo z delikatnymi pieczarkami. Ani przez chwilę nie poczułem się gorszy przez to, że odstawiłem mięso. Po prostu tu klient jest w centrum zainteresowania.
Ciekawostką jest fakt, że lokal przy Puławskiej mieści się niedaleko rezydencji ambasadora USA, który lubi wpadać weekendami na burgery razem z rodziną. To każe trzymać wysoki poziom i ekipa z Karaibów doskonale się w tym odnajduje.
Za podejście i pasję do jedzenia od nas 4 x TAK ! (No i za promocję street foodu na wizji przed trzema milionami telewidzów) 🙂
PS. W lokalu naprawdę bywa gorąco jak na Karaibach 🙂
Lokalizacja drugiego punktu przy ul. Chełmskiej


Visitor Rating: 5 Stars
Uwielbiam ich burgery. Zawsze smaczne i ze świeżych składników. No i co tu mówić, chłopaki są bardzo sympatyczni. Sama mam bliżej do punktu na Chełmskiej i tam częściej bywam, ale polecam oba miejsca.