Kolejka w Kielcach? Nie będziemy stali

„Uwaga, trucizna” – taki napis wita nad barem i w naszym przypadku świetnie pasuje do wrażeń z walentynkowego wieczoru w Kolejce usytuowanej w kieleckim rynku. Niedawno otwarta typowa przekąskownia z alkoholem kusiła nas od dawna cenami i zdjęciami nomen omen kolejek do wejścia. Zaryzykowaliśmy i wraz z moją drugą połówką Marcinem oraz w towarzystwie autochtona Żorża z żoną wybraliśmy się, by przetestować lokal. 20150214_225837Jak to w walentynki, dominowali osobnicy bywali w świecie i okolicach, szykownie szeleszczący żupanami popołochu. Rzut oka na menu i…20150214_225003nie jest dobrze. Kieliszek Żytniej za 2 złote? Dwa razy taniej niż popitka w postaci coli czy soku. To wróży zagładę.20150214_225151Ale nic, gwiazdy kuszą więc trzeba spróbować. Żeby nie było, że wypadliśmy tetrapodowi spod ogona, zamawiamy zestaw zakąsek.

W tym czasie jedno z nieporozumień towarzyskich kończy się lekkim tłuczeniem szkła oraz zdjęciem okryć wierzchnich i wyjściem przed lokal w celu dokończenia dyskusji. Kołczany prawilności pozostają w rękach sekundantów a rynek staje się ringiem bokserskim w wadze lekko półtrzeźwej. A gdzie tu ochrona? Hmmm.

Po fascynującej lekcji tolerancji połączonej z przypadkową obrazą damy wracamy do Kolejki i rozpoczynamy konsumpcję.

Akt drugi i ostatni dramatu.

20150214_230440Niejadalna bezkształtna masa zbrylonego smalcu w połączeniu ze starym chlebem (7 złotych) nie nadaje się raczej do konsumpcji i zostaje prawie w całości.

20150214_225555Tatar (12 złotych), choć prawilnie skomponowany, także nie pozostawia żadnych wrażeń. Szkoda, bo to danie, które od razu definiuje knajpę i otwiera drzwi wielu koneserom surowizny. Nawet na odległych północnych rubieżach cena takiego dania nie przekracza dziesięciu złotych, ale jakość użytego mięsa jest o niebo lepsza.

20150214_230456Kremem dela kremem miały być nóżki (9 złotych), ale i one raczej nie umywają się do serwowanych u pierwszej z brzegu konkurencji. Bezsmakowe i nie zapamiętywalne.

Podsumowując, niestety Kolejka okazała się najmniej smacznym ze wszystkich barów przekąskowych odwiedzonych przeze mnie w Polsce. Nie rozumiem, jak można tak kiepskimi daniami próbować budować swoją markę. PRL się już dawno skończył, ale widać w podejściu do biznesu gastronomicznego w niektórych miejscach trzyma się jeszcze bardzo mocno.

Oby szybko dostrzeżono różnicę między żartem a prawdziwą kuchnią.

 

PS. Dla osób, które nie rozumieją współczesnej terminologii ulicznej załączam mały poradnik.

0 komentarzy do “Kolejka w Kielcach? Nie będziemy stali”

Dodaj komentarz