Bambusowe sitko i gorące, jak serca wolnych Tybetańczyków, pierożki serwowane na parze (14 złotych). I ten smak – delikatny czosnek dla podkreślenia i szpinak jako treść zasadnicza – czyli kiy, które jadłem po raz pierwszy w życiu i od razu nabrałem ochoty na kolejne wariacje smakowe. Nie, to nie kolejny „chińczyk” z zapachem oleju wynoszonym na ubraniu, to świetna i nieznana kuchnia królująca od Nepalu po Indie. Czytaj dalej Tak smakuje wolny Tybet
