Tradycyjną poznańską gościnnością, i to już na wstępie naszej bytności, powitał nas uroczy kelner o wyglądzie nieogolonego amanta filmowego. Co prawda nie do końca nas, a tylko stolik obok, ale od razu zrozumieliśmy, że tu żartów nie będzie :-).
Na początek trochę historii. Co się robi, gdy nie ma się ochoty na przedłużanie franczyzy ze znaną siecią (ach to wszędobylskie logo z odłupanym nosem)? Otwiera się to samo i odradza niczym Fenix z popiołów. Z prawie wierną kopią menu i… czymś little extra. Czytaj dalej Czy podać coś zanim podam rachunek?
