Nie są tak hipsterscy jak Pogromcy Meatów. Nie mają lokalizacji obok sprzedawców najdroższej na świecie bułki tartej i nie mogą rzucać okruchów bywalcom pewnego klubu. Ale są. I karmią doskonale. Z pasją i smakiem. Z kulturą i skromnością. I tylko do 17:00. Gdzie? W południowym Mordorze. Tym od magazynów i lunchy na wagę. Adres? Postępu 10 w Warszawie. Vis a vis znanego komornika 🙂 A nazywają się Meat and.More. Co serwują?
Czyli klasyczne mięso pod różnymi postaciami. Oczywiście jest także opcja wege dla Żorża, czyli kurczak. I nie ma rukoli!! 😉
Wita nas niezwykle uprzejmy właściciel, którego dość łatwo pomylić ze słynnym DJ-em, ale równie dobrze miksujący dodatki do swoich autorskich sandwiczy. No to zamawiamy.
Na początek Sloppy Joe (19 złotych). I już na wstępie po kilkuminutowym oczekiwaniu pierwszy miły akcent. Otusz.
Bułki są brandowane z wierzchu wielką literą M wykonaną z czarnuszki. Sama buła jest dobrze wypieczona i słusznego rozmiaru, który spokojnie pomieści nawet największego burgera i powoduje, że danie bez trudu utrzyma się w całości aż do ostatniego kęsa.
Zatapiam się w kanapce i od pierwszego gryza czuję narastającą ostrość przyprawionej mielonej wołowiny. Przebija się przez nią grubo ciosany kolesław. Zestaw dodatków wraz z sosem – idealny i wystarczający. Wielkość porcji słuszna i spokojnie nadaje się na pełnowartościowy lunch.
Po tej ognistej dawce wołowiny czas na coś lżejszego. Porchetta (19 złotych) to kolejna autorska kompozycja M a.M. I tu kolejne zaskoczenie. I kolejne pozytywne. Nie jest tak słodkawa jak występujące tu i ówdzie w wydaniach food truckowych, ale lekko kwaśniejsza i równie intrygująca smakiem.

Marynowany schab z boczkiem w dużych idealnie miękkich kawałkach z kolesławem i sosem salsa verde to fajna kompozycja, ale w trakcie jedzenia duże kawałki mięsa mają tendencję do wypadania. Idealnym rozwiązaniem byłoby spojenie tego na przykład dobrym serem, ale szanuję koncepcję M a.M.
Oto zdjęcia z FB knajpy, które pokazują ile trudu wkładają w przygotowanie mięsa.

I już na zakończenie, po dwóch udanych kanapkach, próbujemy pljeskavicy (18 złotych). I znów po kilku minutach przed nasze oczy wjeżdża na desce cieniutki i doskonale wysmażony burger wołowo-wieprzowy w towarzystwie aż dwóch sosów – czosnkowego i paprykowego z niezbędną porcją świeżych warzyw. I znów – jak dla mnie – danie skończone i bardzo sycące.

Podsumowując, Meat and.More to miejsce jak najbardziej godne polecenia i promowania. Ja zrobiłbym wszystko, by działało także wieczorami i by można było zamówić dania z dowozem choćby w obrębie Mokotowa lub Służewca.
Ode mnie: duża piona.
