Kaszpir na rolkach w Warszawie

Tu jest jakby luksusowo, aż chciałoby się zakrzyknąć. W Warszawie pojawił się nowy ekskluzywny trend dla posiadaczy spodni-rurek oraz dziewczyn intensywnie trenujących różne krosfity, czyli rolki sushi w wersji grab&go. Zaczęło się nieśmiało w ubiegłym roku, zaś w tym widać że będzie to jeden z najprężniej rozwijających się (po naszym narodowym kebabie oczywiście) konceptów street foodowych.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to idealny pomysł dla początkujących gastronomów, nie wymagający specjalnego przygotowania kuchni. Czy jednak samo skopiowanie wzoru znanego z Japonii czy Australii to klucz do sukcesu?

Postanowiliśmy sprawdzić. I skupić się na ocenie dwóch rzeczy.

Smaku.

oraz

pomysłu na odróżnienie się od konkurencji (wrażenie artystyczne).

Odwiedziliśmy w sumie sześć miejsc serwujących rolki w stołecznym Hannogrodzie, zamawiając za każdym razem trzy rolki, które zwróciły naszą uwagę. Grupę docelową postanowiliśmy ustalić jako przeciętnego Janusza, który chce wziąć do ręki nowe hipsterskie danie i zjeść je bez konieczności przyprawiania lub polewania sosami (które nota bene wszyscy dodają do zamówień – na ogół w dowolnej rozsądnej ilości za free) i miałby chęć wrócić ponownie ze swoją dziewczyną na „romantyczny lunch” w to samo miejsce.

Panda Handroll – sieciówka serwująca gotowe przywożone rolki (a według własnych wpisów używająca do produkcji „maszyn” cokolwiek by to słowo znaczyło). Na uwagę zasługuje fakt pominięcia na stronie www jednego z lokali, akurat tego w którym nabyliśmy testowe rolki (Waszyngtona 83 przy Rondzie Wiatraczna). A zatem w nieistniejącym miejscu zjedliśmy:

20160601_173609

tatara z  łososia (16 złotych) o dość płaskim smaku, bez wyczuwalnych przypraw, cukinię w tempurze (11 złotych) ze świeżą cukinią (czemu nie pieczoną?), podkreśloną niewiele smakiem grzybów mun oraz kurczaka (13 złotych) dość twardego niestety jak wiór za to z ciekawymi dodatkami, w tym zapamiętywalną papryką.

Ogólne wrażenie poprawne, choć zabrakło nam elementu, który by nas powalił. Na duży plus zasługuje obsługa oraz sposób podania.

20160601_153440 20160601_153641

Wybór sosów OK, ciekawe smaki, które będą powielać się w innych miejscach (soy sauce, wasabi sauce, ginger sauce, mayo miso, hot miso). Bez problemu kroją rolki a opakowanie jest zdecydowanie najlepsze ze wszystkich odwiedzonych miejsc.

20160601_173427 20160601_173448

Nasza ocena 3/5 za smak i 2/5 za ogólne wrażenie konsumenta. Dodatkowo punkt za opakowanie. Razem 6/10

Przenosimy się na Saską Kępę, gdzie wszystko się zaczęło. Również dziwny w naszej opinii hejt (!) na konkurencję, która otworzyła się nieco później niż pionierzy. A zatem wstępujemy do Handroll (Francuska 32).

20160601_155244

Testujemy pieczonego łososia (14 złotych). Smak jedynie lekko wyczuwalny, praktycznie bez przypraw i łosoś sprawiający wrażenie nieco suchego. Następnie california (10 złotych) – tu zdecydowanie lepiej przełamujące się ciekawe smaki. Na koniec tempura (14 złotych) i kolejne wrażenie suchego i nieco dłużej oczekującego na klienta w krawacie.

20160601_172417

Nie ma problemu z pokrojeniem rolek. Obsługa jest doświadczona, chętna do pomocy, z tyłu znajduje się podręczne stanowisko do kręcenia lodów rolek.

20160601_172153

Wybór sosów znaczny, również podobny jak u konkurencji.

20160601_172019

Co akurat nie dziwi, bo to konkurencja kopiowała od nich 😉 Podsumowanie – smak 3/5 (a mieliśmy naprawdę duże oczekiwania jak przystało na starych wygów). Ogólne wrażenie – również 3/5. Nic nas nie urzekło. Ot, zwykły (dla nas nie ma to pejoratywnego znaczenia) street food. Razem 6/10.

20160601_173947

Pora na Roolon przy Kopernika 25. Lokalik mikroskopijny. Oprócz rolek serwuje także zestawy sushi wcześniej przygotowane i zapakowane. Niestety wybór niezbyt duży a co do sposobu przechowywania to na Januszu nie robi on najlepszego wrażenia. Janusz je oczami a to co widzi w folii… w dość biednej ofercie…

20160601_160741

… powoduje, że na dzien dobry daje ocenę 2/5 za wrażenia artystyczne. Co do smaku to niestety również nierówno.

20160601_171449

Pacyfic (16 złotych) z pieczonym tuńczykiem aż się prosi o wyraziste dodatki. Krabstick (11 złotych) poprawny, choć również trzeba by się wspomóc sosem, by odnaleźć balans smaku. Tatar łosoś (15 złotych) – bardzo dobrze przyprawiony. Najlepszy.

20160601_171231

Sosy klasyczne, oprócz tego dodatki jak do zwykłego sushi. Ocena smaku 3/5. Ocena ogólna 5/10.

Poszukajmy zatem boskości w Boskich Rolsach (róg Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej). Tu jest naprawdę jakby luksusowo, gdyż mamy wystawione wszystkie rolki w swego rodzaju galerii…

20160601_161904

zaś podawane z lodówki, w której nie widzimy zawartości. Co dostajemy?

20160601_165421 Ano niespodziankę.

20160601_165528

No cóż. Dla mnie nieakceptowalne w przypadku sprzedaży świeżych produktów. To dobry wskaźnik świeżości. Co zatem mam o niej sądzić?

20160601_170050

Przejdźmy do smaków. Na początek tatar łosoś szparag (15 złotych). Pomysł ciekawy, ale użyty szparag nieco łykowaty i bardzo mało wyczuwalny w smaku. Bubba Gump  (14 złotych) – bardzo dobre krewetki, choć znów pozbawione dodatków,

20160601_170814

które komponowałyby się z ich łagodnym smakiem. Trzeci to całkiem niezła Kurrolka (12 złotych) z całą gamą dodatków i smaków do kurczaka. Za smak 4/5 niestety muszę odjąć aż 2/5 za kupowanie kota w worku zakończone w naszym przypadku fakapem. Za wrażenie luksusowości – 3/5. Nie przekonują leżące i więdnące cały dzień rolki niczym roleksy w witrynie. Chcę widzieć, co kupuję i mieć możliwość wyboru rolki, której świeżość nie budzi wątpliwości, zwłaszcza że nie są one przygotowywane na miejscu. Ogółem 5/10.

20160601_173925

Street Sushi Grab&Go przy Kruczej 46 (między Nowogrodzką a Alejami Jerozolimskimi) to również kameralny lokalik serwujący rolki. Sympatyczna i empatyczna obsługa mimo, że jesteśmy po 16:00 informuje o promocjach w porze lunchu. Jest plus.

20160602_175551

Zaglądamy do menu i wybieramy Salmon tartare (14 złotych).  Niestety na paragonie figuruje jako Tuna tartare w cenie o złotówkę wyższej. Świetnie przyprawiony łosoś, w zasadzie nie wymaga żadnych sosów.  Salmon grill (15 złotych) – absolutnie najlepiej zgrillowana ryba w mieście a przy okazji sprężysta i wilgotna. Ebi futo (14 złotych) ze świeżutką tempurą i niezłą krewetką. Pytam o kuchnię. Mają ją na zapleczu lokalu i wszystko przygotowują na bieżąco. Zdarzają się im problemy z zakupem dodatków. Dziś akurat nie było tuńczyka, bo nie udało im się kupić ryby spełniającej ich oczekiwania. Bywa.

20160603_020911 20160603_021441

Do każdej rolki proponują herbatę lub kawę za złotówkę. Drobiazg? Drobiazg. Czy Janusz doceni? Doceni.

20160602_175547

Sosy i dodatki? Sporo jak na trzy rolki. Ale dają, ile chcesz.

20160603_020721

Podsumowując – smak 4/5 (gdyby był ten tuńczyk, to pewnie dałbym więcej). Wrażenie ogólne – 4/5 za empatię i te drobiazgi, które budują markę. Razem 8/10. W końcu!

I ostatnie w tym odcinku miejsce, czyli Rolls Rolls (Chmielna 13). Umiejscowione w pasażu dla pieszych i raczej niedostępne samochodem, ale w środku sprawia miłe wrażenie. Obsługa również kompetentna i zachęcająca do poczekania na dorabiane na bieżąco świeże rolki.

20160602_173220

Sporo dodatków, menu dwujęzyczne, jest lemoniada, desery… Fajnie.

20160603_022547

No to bierzemy Wieśroll (14 złotych), czyli wieprzowe polędwiczki z bekonem i suszonymi pomidorami. Oto, na jakie sushi czeka prawdziwy Janusz 🙂 Zestawienie bardzo ciekawe, oryginalne, smaczne, wręcz wielosmakowe. Salmon roll (13 złotych) to klasyczny łosoś z filadelfią o klasycznie płaskim i nieco nudnym smaku. Bez sosu nie podchodź. Podwójna kreweta (14 złotych) znów zaplusowała świeżą tempurą, chrupkością i smakiem.

20160603_022724

Spory wybór sosów jako standard.

20160603_022212

Pora na podsumowanie. Smak 4/5. Może nieco na wyrost. Co do ogólnego wrażenia – również 4/5. Razem 8/10. Gdyby zachęcić Janusza promocjami do powrotu, byłby chyba uszczęśliwiony. Choć i tak może go zanęcić rozbudowana i ciekawa karta.

20160603_023701

Nie daliśmy rady zajrzeć do wszystkich rolkowni warszawskich. Pewnie niedługo zrobimy kolejną rundę zahaczając także o onigiri, czyli nowy trend 2.1 w street sushi. Ranking jest z natury rzeczy subiektywny, ale generalnie jak widać nie jest źle. Lokale szykują się tak naprawdę do sezonu i myślą o niespodziankach dla swoich gości. Jeśli bardziej zadbają o bazę wiernych klientów – zyskają. Jeśli pozostaną kioskami ruchu z powtarzalną ofertą – padną. Warszawski hipster nie przebacza wtórności.